Golem

O micie Golema w kulturze z Magdaleną Radkowską-Walkowicz rozmawia Jarosław Marek Spychała.

            
Jarosław Marek Spychała: Nie zaryzykuje sądu, że wszyscy słyszeli o Golemie, ale niewątpliwie nazwa Golem wielu osobom brzmi znajomo. Można jednak przypuszczać, że gdyby każdy z nas miał dokładnie wyjaśnić, kim jest lub raczej był Golem i skąd pochodzi ta postać, to moglibyśmy napotkać niejakie trudności w ustaleniu faktów. Trudno by nam było również jednoznacznie określić, czy myśląc o Golemie mamy do czynienia z mitem, religią czy legendą, a może literackim toposem. Jak zatem ma się sprawa z Golemem, do jakiego porządku należy – mitologicznego, religijnego, ludowego czy literackiego? Jakie są źródła naszej o nim wiedzy?

        
Magdalena Radkowska-Walkowicz*: Gustav Meyrink w słynnej książce „Golem” z początku XX w. pisał: „Któż może powiedzieć, że coś wie o Golemie?”. Golem mieszka między bajkami aż do czasu, kiedy niespodziewanie ukaże się w oknie pokoju, do którego nie można dojść, lub pojawi się w uliczce starej żydowskiej dzielnicy, by zaraz zniknąć bez śladu. Zwiastuje katastrofę i nadchodzące po niej oczyszczenie. „Jak widziadło przybiera kontury jakiejś charakterystycznej istoty, która zapewne żyła przed wiekami i pragnie się ucieleśnić”. A wieści o nim są „tak przesadzone i wyolbrzymione, iż w końcu giną z powodu własnej absurdalności” – czytamy u Meyrinka.
Jest to postać, która przemyka się nie tylko po zaułkach Pragi, ale także po naszej wyobraźni. Na początku był mit żydowski. Gershom Scholem, chyba największy znawca tego wymiaru kultury żydowskiej, zaznacza, że do XVII w. Golem to przede wszystkim symbol mistycznego doświadczenia. W siedemnastowiecznej Polsce, wśród chełmskich Żydów, pojawiają się już opowieści o Golemie parobku, Golemie buntowniku, który wkracza w realne życie miasta. Później mamy wiele wersji opowieści o glinianym słudze. Mają podobny schemat: kabalista ożywia glinianą figurę za pomocą magicznego słowa emet (prawda) – wypisywanego na czole Golema lub na kartce, która powinna znaleźć się w ustach stwora. Golem nie umiał mówić, ale słuchał, głównie rozkazów swego pana. Z dnia na dzień gliniany potwór był coraz większy i zaczynał zagrażać rabinowi, a nawet całej społeczności. Należało wówczas pierwszą literę alef wymazać ze słowa emet tak, by pozostało już tylko met, oznaczające, że sługa jest martwy. Chełmska legenda mówi także o niebezpieczeństwach budowania Golema: jego twórca, uśmiercając potwora zagrażającego otoczeniu, sam umiera pod zwałami gliny, z której ulepiony był golem, wskazując tym samym na bluźnierczy charakter swojego czynu.
Dziś przestrzenią Golema jest przede wszystkim film, który niemal od początku swojego istnienia chętnie sięga po tę figurę – czasem wprost, jak w znanym obrazie Paula Wegenera. Jego ślady zobaczymy również w bardzo wielu dzisiejszych filmach SF: kiedy mowa o maszynie buntującej się przeciw swojemu stworzycielowi naukowcu, możemy widzieć w niej współczesnego Golema, może bez religijnych odniesień, już ze świata nauki, ale także uosabiającego strach przed pokonywaniem granic, które, jak nam się wydaje, gwarantują ład na świecie.
A do jakiego porządku należy? Kiedyś na pewno do religijno-mistycznego (pierwsze wzmianki o nim mamy już w księdze kabalistycznej Sefer Jecira). Dziś, jak sądzę, przede wszystkim jest mieszkańcem kultury popularnej, która oczywiście ukształtowana jest i z porządków mitologicznych, i ludowych, a w jej skład wchodzi m.in. literatura.

           

JMS: Czy możemy zatem rzucić nieco światła na religijno-mistyczne początki Golema. Jakie informacje na temat Golema zawarte są w księdze kabalistycznej Sefer Jecira i czy jest to jedyne źródło dotyczące początków mitu Golema?

         
MR-W: Sefer Jecira, Księga stworzenia, najstarszy traktat kabalistyczny, wprost chyba nigdzie nie mówi o golemie, to przede wszystkim wykład kosmogonii, który miał być inspiracją dla wielu pokoleń kabalistów (zwłaszcza za sprawą komentarza Eleazara z Wormacji). W nim szukano tajemnicy i wiedzy o boskich literach, które mogły dać życie. Niektórzy rabini traktowali te księgę jako podręcznik magii, swoisty instruktaż budowy golema. To, co wydaje się tu najciekawsze, to pokazanie nierozłącznego związku między stworzeniem a literami, językiem, słowem.
Pierwsze wzmianki o golemie pojawiają się już w Talmudzie, gdzie mowa o możliwości powtórzenia boskiego aktu kreacji za sprawą liter i niewymawialnego imienia Bożego YHWH, które odegrało istotną rolę w budowie golema. W Biblii wzmianka o Golemie (choć w przekładach polskich nie znajdziemy tego słowa) pojawia się raz: w Psalmie 139. Golem oznacza tu coś jeszcze nieukształtowanego, nieuformowanego, kawałek gliny. Jak wskazują komentatorzy: to Adam, zanim Bóg tchnął w niego życie.
Nie jestem jednak specjalistką od kabały i ksiąg żydowskich, zainteresowanych odsyłam do wnikliwego studium Gershoma Scholema „Kabała i jej symbolika”. To, co dla mnie jest inspirujące, to fakt, że opowieść ta, mająca religijne, kabalistyczne i w gruncie rzeczy hermetyczne podłoże, zaistniała w kulturze popularnej i znalazła swoje ważne miejsce. Odniesienia religijne dziś już są niemal niewidoczne, ale możemy znaleźć ich ślady: kiedy stworzony ręką ludzką potwór buntuje się i mści na swoim panu, może być to wynik wiary w to, ze ludzka kreacja jest niedoskonała i bluźniercza, a co za tym idzie: narażona na zemstę prawdziwego Kreatora.

         
JMS: Co dzieje się później? Czy postać Golema pojawia się w kręgu zainteresowań późniejszych myślicieli, filozofów, teologów? Czy interesuje się nim literatura?

     
MR-W: Najsłynniejszym tekstem, który dał, można powiedzieć, nowe życie Golemowi – a przede wszystkim podtrzymującym jego praską legendę – są tzw. Cuda Maharala, opublikowane na początku zeszłego wieku przez Judę Rosenberga. Rabbi przedstawił je jako prawdziwą relację samego rabbiego Jehudy Löw ben Betzalela, uznawanego powszechnie (inne zdanie ma na ten temat Scholem) za pierwszego twórcę człowieka z gliny. Jak dowodzi większość współczesnych badaczy, jest to falsyfikat, ale odznaczający się niezwykłą erudycją i znajomością tradycji żydowskiej kabały. Ciekawie o tym pisze także Jacek Moskwa, którego artykuł dostępny jest w sieci (http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje31/text05p.htm).
Innym dwudziestowiecznym tekstem, który upowszechnił tę figurę, jednocześnie wskazując na jej inny wymiar, jest wspomniana książka Golem. Golem u Meyrinka jest rodzajem sobowtóra, znakiem inicjacji, a przede wszystkim budzi strach i przerażenie, zwiastuje nadchodzące nieszczęścia. Tą drogą interpretacji postaci glinianego stwora poszedł też Piotr Szulkin, realizując w 1979 film pt. Golem. Tytułowy bohater jest tu metaforą zniewolenia człowieka przez system totalitarny. Golemami stają się powoli wszyscy mieszkańcy totalitarnego systemu, totalitarnej magmy i pustki.
Literatura niemiecka i czeska często sięga po ten motyw. Polscy pisarze trochę rzadziej to czynili, ale za to ze świetnym skutkiem: Bruno Schulz w Traktacie o manekinach czy Stanisław Lem w opowiadaniu Golem XIV.
Chcąc jednak zrozumieć fenomen glinianego sługi we współczesnym świecie, trzeba moim zdaniem cofnąć się do początku XIX wieku i wspomnieć o powieści Mary Shelley Frankenstein, która temat sztucznego człowieka niejako wprowadziła do wyobraźni człowieka nowoczesnego. Od tamtej pory te dwa mity: żydowski mit o Golemie i powstały w kręgu kultury zachodniej mit o doktorze budującym potwora, organizują nasze myślenie o sztucznym życiu.

        
JMS: Idąc tym tropem, jeśli dobrze rozumiem, poszukiwania filmowych reżyserów dają się również odczytać jako echo historii Golema. Czy filmy jak ‘Blade Runner’ czy ‘Terminator’, które zaskoczyły widzów swoją szeroko rozumianą ‘nowoczesnością’ są w rzeczywistości niczym innym jak reinterpretacją starego mitu?

          

MR-W: Są reinterpretacją starego mitu – ale to bardzo dużo. Są tez czymś więcej. Czytanie takich filmów, odwołując się do mitu kreacyjnego, to tylko jeden z możliwych tropów interpretacyjnych. Dlatego m.in. te filmy są takie… wielkie – każdy na swój sposób – że można w nich widzieć różne wątki: miłość, pamięć, bunt. No i są przede wszystkim, jak Pan zauważył, historiami o nowoczesności, nowoczesności, która, jak pisze Marshall Bermann w świetnej książce „»Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu«. Rzecz o doświadczeniu nowoczesności”, jest pełna sprzeczności. Lęk przed technologią towarzyszy fascynacji nią; wynalazki, które mogą przynieść nam lepsze życie. w jednej sekundzie zamieniają się w naszych wrogów. Człowiek buduje swoje mechaniczne alter ego, ale nie ma zupełnie pomysłu na to, jak stworzyć przestrzeń dla tego innego, ale podobnego życia. Jednocześnie zgodnie z duchem nowoczesności nie może zatrzymać się na tej drodze ku doskonaleniu świata.

       
JMS: W pewnym zatem sensie, jak widać, mit Golema nie ma jednego autora i jednego dzieła, gdyż każda epoka przynosi nową wersję jego historii. Czy na przestrzeni czasu mit Golema ulega ewolucji, czy zmienia się jego przesłanie?

       
MR-W: Każda epoka i każda kultura wykorzystuje sobie ten mit do swoich celów. Czym innym był golem dla pobożnych Żydów, czym innym jest dla dzieci, które przychodzą na warszawskie Pole Mokotowskie obejrzeć wielkiego, zupełnie niestrasznego, Golema (który kiedyś tam stał). A jeszcze zupełnie inaczej na niego będą patrzeć przerażeni rozwojem nauki współcześni luddyści, którzy publikują teksty ostrzegające nas przed golemem-nauką czy przed Frankensteinem, który kombinuje coś w materiale genetycznym albo na szkle…
       

JMS: Zastanawiam się też nad tym, dzięki czemu, jakiemu dziełu lub człowiekowi, Golem zawdzięcza swoją sławę? Wydaje się bowiem mało prawdopodobne, aby Sefer Jecira, Księga stworzenia, była znana szerokiemu ogółowi społeczeństwa?

            
MR-W: Zawdzięcza nie tyle dziełu, co treści. Mit o kreacji ludzkiej, o wejściu w rolę Boga, wydaje się mitem niezmiernie istotnym w wielu kulturach i co ciekawe, nie traci na sile w świecie odczarowanym, stechnicyzowanym. Więcej: taki świat zdaje się prawdziwym rajem dla tego typu opowieści.
Ale oczywiście mit o Golemie znalazł świetne medium: kino, które chętnie sięga po tę figurę mniej lub bardziej bezpośrednio. Możemy też zaryzykować twierdzenie, że swego rodzaju Golemem jest samo kino: kinowi twórcy za pomocą niemal magicznych zaklęć budują przeróżne twory – mniej lub bardziej udane – które szybko wymykają się spod kontroli. W fabrykach snów powstają nowe życia, nowe byty, nowe światy, a reżyser na fotelu podpisanym swoim nazwiskiem odgrywa tu rolę stwórcy i Pana. Zbigniew Mikołejko uważa, że mit o Golemie wpisany jest w samo jądro kino: „Towarzysząc narodzinom kina jako sztuki – pisze – (…) stanąwszy raz nad kolebką, rzucił swój przeklęty, złowrogi cień na poczynające się dopiero życie. I jakkolwiek – zważywszy rzecz formalnie – nieskryta, bezpośrednia jego obecność w kinie rychło się skończyła, w rzeczywistości nie opuścił go nigdy, przebywając tam zawsze per procura, choć niekiedy na uboczu, dając znać o sobie przynajmniej metaforycznie”.

         
JMS: Z Pani wypowiedzi wynika, że ‘mit o kreacji ludzkiej’ – jak Pani to nazywa – ‘o wejściu w rolę Boga’ byłby zatem nie tyle próbą naśladowania Boga, ile pragnieniem człowieka o staniu się samym Bogiem, lub mówiąc ogólniej, istota nieśmiertelną?

         
MR-W: Zastanawiam się, czy wejście w rolę Boga nie oznacza jednocześnie pragnienia stania się nim. Czy można mieć boskie możliwości stwórcze, Bogiem nie będąc? Inaczej by nas to tak nie przerażało, a jednocześnie tak nie pociągało. Tak, marzenie o nieśmiertelności – różnie chyba rozumianej – stoi niewątpliwie za wieloma mitami o ludzkiej, wciąż niedoskonałej, kreacji.

Są jednak jeszcze bardziej bluźniercze pomysły: nasza kreacja ma być od boskiej lepsza. Stworzone ludzką ręka istoty objawiają bowiem także taką niewygodną prawdę: jesteśmy niezadowoleni z kształtu stworzenia, które narzucił nam nasz stwórca. Kiedy wzniecają bunt lub swoim nieszczęściem wskazują na jakiś brak i niedoskonałość, to werbalizują naszą niezgodę na ograniczoność. Mówią, że w szóstym dniu stworzenia i w dniu wypędzenia z raju Bóg musiał popełnić błąd. Te różne literackie i filmowe historie wydają się rodzajem ekspresji uczuć, których zwerbalizować nam nie wolno: mamy pretensje, żal do naszego stwórcy.

        
JMS: Pod koniec naszej rozmowy dochodzimy zatem do wniosku, że Golem, mit Golema, jest tworem wciąż żywym, jest tworem, którego apetyt na doskonałość wciąż rośnie?

        
MR-W: Zdecydowanie tak. Poszukiwania współczesnej nauki, zwłaszcza genetyki, inspirują do przywoływania przestróg wpisanych w mity o golemie czy o doktorze Frankensteinie. Cały czas tego typu opowieści przydają się, kiedy chcemy wyrazić lęki i marzenia związane z coraz bardziej imponującymi odkryciami nauki. Szalony naukowiec, gdzieś w podziemnym laboratorium – no, może dziś w sterylnym laboratorium – wciąż zmaga się z zagadką życia…

Zapraszamy także do wysłuchania rozmowy z Panią dr Magdalena Radkowska-Walkowicz

Sobota, 9 stycznia 2010, po godz. 15.00 w radiu TOK FM

*Magdalena Radkowska-Walkowicz studiowała etnologię i polonistykę na UW. Ukończyła Szkołę Nauk Społecznych przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Obecnie pracuje w IEiAK UW. Współtwórczyni i do 2009 r. redaktor naczelna kwartalnika kulturalno-społecznego „(op.cit.,)”. Autorka książki Od Golema do Terminatora. Wizerunki sztucznego człowieka w kulturze oraz licznych artykułów na temat antropologii współczesności.

Wpis “Golem” skomentowano 3 razy

  1. kazek pisze:

    Straszne czyny mają straszne konsekwencje, ciekawe jest jednak dlaczego czyn “ludzkiej kreacji” jest eksponowany jak tak straszny. Okazuje się, że morderca, czarny bohater opowieści, osoba nielubiana, kiedy ginie zabijana przez wyniki cudzej kreacji jest godna większego współczucia niz ow rzeczywisty “twórca równy bogu” który w jakimś sensie ponosi tylko konsekwencje swoich czynów. NIkt nie widzi w nim upadłego Prometeusza, Ikara który wzleciał za wysoko, w śmierci “doktora Frankensteina” widzimy tylko wyzwolenie świata od jego pokracznych kreacji. Tak tez skończył Prometeusz, nie tyle wyjadany przez sępa co wzgardzony gdzieś na pustkowieu, podczas gdy reszcie ludzi wmówiono że Bogowie Ocalili Świat.
    Widze w tym odbicie w krzywym zwierciadle, mitu prometejskiego, który po czasach średniowiecza juz nigdy ( o moze przez chwilę w romantyzmie) nie zdobył sobie miejsca w kulturze Europejskiej. Widze w tym zatem manipulacje kościoła, czy ogólniej chrześcijaństwa które zabija pragnienie dobra w człowieku a otwiera jego wrażliwość na pokutę i żal za chęć zbawienia świata…

  2. makost pisze:

    Słuchałem audycji i zapragnąłem dostać książkę Magdaleny Radkowskiej-Walkowicz pt. “Od golema do terminatora”. Zastosowałem się do instrukcji ,wysłałem maila na adres podany w dziale kontakt na stronie lego-logos.pl i dostałem informację zwrotną, że mail jest nieprawidłowy.

    Nie wiedziałem gdzie to zgłosić, więc wpisuję komentarz tutaj, bo jest to miejsce tematycznie najbliższe audycji i mojego problemu.

  3. darek-mi pisze:

    audycji slucham dosc regularnie - interesujace. jednak jw. proba otrzymania ksiazki nie powiodla sie. fuszerka!

Dodaj komentarz