Magisterka za 500 złotych
listopad 3, 2009, wtorek
Czemu jedni piszą a drudzy kupują prace ‘akademickie’ za pieniądze?
Obejrzałem z uwagą program telewizyjny, który podjął trudny temat pisania prac akademickich za pieniądze, który to proceder nie jest legalny, ale kwitnie w najlepsze.
Reporter dzwonił i rozmawiał z osobami, które ogłaszają w internecie, że piszą prace licencjackie, magisterskie i doktorskie na zamówienie za pieniądze. Sadząc po głosach były to osoby młode – studenci?.
Takie ogłoszenia można znaleźć również na korytarzach uczelni. I tak Adiunkt Katedry Wychowania Fizycznego Politechniki Radomskiej napisała 33 prace licencjackie, a jej ogłoszenia wisiały na uczelnianym korytarzu.
Rodzą się pytania:
1. Jak jest możliwe, że promotorzy prac magisterskich i doktorskich nie rozpoznają, że ich podopieczni nie piszą samodzielnych prac?
Wydaje się, że można łatwo to wytłumaczyć w przypadku prac magisterskich, bo czy jest możliwe, aby profesor, który prowadzi kilkadziesiąt prac magisterskich rocznie czytał je wszystkie dokładnie, (jeśli w ogóle)?
Rozumowanie to jednak zdaje się być niewystarczające w odniesieniu do prac doktorskich. Tych powstaje zdecydowanie mniej i promotor powinien jednak dostrzec plagiat.
Z innej strony, ilość publikacji na dany temat, które pojawiają się na rynku jest tak duża, że chyba nie jest już w mocy żadnego człowieka śledzić je wszystkie na bieżąco – bez względu na rodzaj dyscypliny naukowej.
2. Dlaczego studenci i doktoranci decydują się na zakup prac, zamiast je pisać?
U podnóża problemu może leżeć fakt, iż wartość wykształcenia wyższego, a w konsekwencji prac magisterskich i doktorskich, mocno się zdewaluowała. W subiektywnym odczuciu studentów i doktorantów nic z tych prac nie wynika, a przynajmniej z większości. Zainteresowani nie widzą żadnego związku między tym pracami magisterskimi i doktorskimi, a tym, co rzeczywiście potrafią, czego na przykład będzie oczekiwał od nich pracodawca. Zaczynają zatem podchodzić do sprawy jak do zbędnej formalności, której nie traktują poważnie, a która opóźnia ich start w poważne życie.
3. Dlaczego studenci i młodzi pracownicy nauki decydują się na pisanie prac innym za pieniądze?
Czyżby byli pazerni i chciwi? Czyżby chcieli się ponad miarę wzbogacić? Jak bardzo można się wzbogacić pisaniem prac magisterskich za 700/1200 złotych? Przyjmując, że ktoś średnio pisze 2 prace miesięcznie, co oznacza, że musi mieć 2 klientów, i że musi pisać jedną pracę przez 2 tygodnie zyskuje 2400 złotych – to chyba jeszcze nie Rockefeller. Wzbogacić więc nie, ale można jednak sobie dorobić, co dla studentów, którzy pieniędzy nie mają i młodych naukowców, którzy słabo zarabiają jest znaczące.
Z drugiej strony, i studenci i młodzi naukowcy, zyskują (lub nie) w toku studiów jedną umiejętność – pisanie prac, bo ich studiowanie rzadko odnosi się do rzeczywistości. Robią to, co potrafią, bo to jedyna umiejętność, którą opanowali i która dostarcza im realnego dochodu.
Wiele osób mogłoby podjąć pracę bez wcześniej skończonych studiów. Znam kilku dyrektorów instytucji samorządowych, którzy piastują obowiązki dyrektorskie jako p.o., bo formalnie, bez studiów wyższych nie mogą pełnić tych funkcji. Idzie im dobrze, i nikt nie wyobraża sobie, aby ich zmienić, co pokazuje, że wykształcenie nie przesądza o kompetencjach i praktycznych umiejętnościach.
W obliczu ‘rynku prac akademickich’ polskim zwyczajem narastają głosy oburzenia i nawoływania do krucjaty przeciwko przestępcom. Mówi się o doskonaleniu programów do rozpoznawania plagiatów, ostrzejszych kontrolach, karach dyscyplinarnych, karnych itd. Być może to jedyna praktyczna droga zwalczenia procederu.
Jest to jednak walka ze skutkami nie z przyczynami. Genezy problemu należy upatrywać w braku wizji szkolnictwa w Polsce, a wyższego w szczególności, i braku odpowiedzi na pytanie, czym ma być wykształcenie wyższe – czy będzie to wykształcenie zawodowe, czy naukowe? Ponadto, rzecz najważniejsza, musie się zmienić radykalnie model nauczania, który musi iść z duchem czasu i być aktualny jak aktualna jest rzeczywistość.
Oczywiście, nie uważam, że wszyscy studenci i doktoranci w Polsce kupują swoje prace, przeciwnie, sądzę, że większość z nich pisze je samodzielnie i bardzo się w to angażuje. Nie da się jednak zaprzeć, że proceder kupowania prac jest i przybiera na sile. Sadzę jednak, że zwalczanie go więzienną atmosferą jest nietrafną i krótkowzroczna drogą, która w efekcie doprowadzi do patologizacji atmosfery akademickiej, zamiast jej uzdrowienia. Wszyscy zaczniemy na siebie patrzeć jak na potencjalnych przestępców. Przypomnę przy tym, że w polskim prawie obowiązuje zasada domniemania niewinności, a sprawdzając wszystkie prace niejako z automatu naruszamy tę zasadę, bo zakładamy, że każdy sprawdzany mógł się tego plagiatu dopuścić. A chyba nie tak powinniśmy traktować studentów.