Od węża do Lucyfera
luty 6, 2010, sobota
O genazie mitu Lucyfera z dr Romanem Krzywym* rozmawia Jarosław Marek Spychała.
Jarosław Marek Spychała: Przyzwyczailiśmy się myśleć o diable osobowo. Widzimy jego kopyta, rogi, ogon i widły lub bardziej uwspółcześnione wersje eleganckiego i przystojnego starszego mężczyzny, w dobrze skrojonym garniturze, pana świat o diabolicznym uśmiechu jak Jack Nicholson czy Al Pacino. Jednak początki postaci Lucyfera były nieosobowe, a nawet zwierzęce.
Roman Krzywy: Fenomen diabła jest dla mnie konsekwencją uświadomienia sobie, że w świecie, którego istnienie przypisano dobremu i sprawiedliwemu Stwórcy, istnieje zło. Świadomość ta domaga się odpowiedzi na pytanie o jego genezę i przejawy. Początkowe rozdziały biblijnej Księgi Rodzaju starają się uporządkować wiedzę na ten temat, informując w specyficzny sposób, w jaki sposób zło pojawiło się w świecie ludzi, jak się rozprzestrzeniało i kto jest za to odpowiedzialny. Nie sposób byłoby obarczać odpowiedzialnością Boga, stąd opis dzieła stworzenia otwiera tzw. hexameron, starannie przemyślany ustęp, którego harmonijna budowa uzmysławiać ma wynikający z zamysłu boskiego porządek świata. Jego komponenty określa się nawet mianem dobrych bądź bardzo dobrych, co zwraca uwagę na to, że rzeczywistość stworzona nie była pierwotnie skażona złem, żadną jego postacią. Hexameron to wynik rozwiniętej refleksji teologicznej. Jest on późniejszy o cztery wieki od kolejnego passusu (datowanego na X w. p.n.e.), zawierającego drugi opis stworzenia świata, w którym Bóg umieszcza prarodziców w rajskim ogrodzie. Jest to fragment wywodzący się z o wiele starszej tradycji, ciekawszy z antropologicznego punktu widzenia, gdyż redaktor księgi zachował w nim kilka elementów właściwych myśleniu mitycznemu, jak chociażby frapujące drzewo, którego owoce są objęte Bożym zakazem, czy równie intrygujący wąż (podobną sekwencję mitemów spotkać można np. w babilońskim eposie o Gilgameszu z ok. 2000 p.n.e.).
Nie wdając się w szczegóły konstrukcji epizodu, stwierdzić należy, że scena po pierwsze odpowiada na pytanie o to, dlaczego zło wniknęło w strukturę doskonałej rzeczywistości (jest to wynik złamania Bożego tabu, a zarazem skutek chęci dorównania Bogu w mądrości, zatem przejaw pychy, hybris, jakby powiedzieli badacze tragizmu), a po drugie – w języku obrazów rozważa ona udział w tej katastrofie woli człowieka. Otóż jest on niewątpliwie świadomy, że czyni coś nieodpowiedniego, kieruje się wolną wolą, choć przecież nie ma jeszcze wiedzy o tym, co dobre, a co złe. Wiedzę tę zdaje się mieć wąż, istota określona jako mądrzejsza od innych, lecz nie zła z natury, gdyż stworzona, choć oczywiste jest, że gadzina kłamie jak z nut. Właśnie temu zwierzęciu przypada rola kusiciela, który odwołuje się do sfery psychicznej człowieka, do jego wolności w dokonywaniu wyborów. Rodzi się kolejne pytanie. Dlaczego redaktor księgi nie ograniczył genezy zła jedynie do człowieka, dlaczego wprowadzono figurę zewnętrzną? Może trzeba ją rozumieć symbolicznie jako eksterioryzację zła tkwiącego w człowieku, jako zatem obraz archetypowy? Autora te kwestie nie interesują, gdyż prawdopodobnie przyświecał mu inny cel, chciał mianowicie uwolnić Boga od odpowiedzialności za zło. Wniosek jest przecież oczywisty, to człowiek jest winny złu na świecie, choć nie całkowicie – istnieje siła zewnętrzna, która skłonna jest prowadzić ludzi na manowce; człowiek może jej ulec, lecz nie musi, choć wydaje się, że umieszczenie historii w czasach początku określać może skłonność do zła jako ludzki habitus, a zatem cechę całego rodzaju ludzkiego. Jakkolwiek by było konsekwencje wydarzenia są nieodwracalne: rodzi się śmierć, seksualność, choroby, praca staje się ciężka, ludzie stają się inteligentni, bycie człowiekiem staje się udręką. To kwiaty zła, jak je nazwał poeta. Na świecie pojawiają się także muchy i komary, nad którymi władzę powierzono później Belzebubowi (jego imię znaczy dosłownie właśnie „władca much”).
Zastanawia, dlaczego niewdzięczna rola kusiciela przypadła akurat wężowi. Nie jest on jeszcze maską szatana, jak będą jego obecność w księdze tłumaczyć egzegeci chrześcijańscy. Wąż jest tu raczej rodzajem demona, symbolizuje nieznaną siłę, utajoną moc. Wąż to także we wschodniej tradycji zwierzę chtoniczne, a przez to zagadkowe, bo związane ze śmiercią, wywołujące lęk. Ale z drugiej strony był także zwierzęciem kojarzonym z mądrością i inteligencją, z płodnością oraz magią, bywał też amuletem przeciw nieszczęściom. Ponadto był atrybutem bożka Marduka, posługiwano się nim także w kulcie kanaanejskiego Baala (może więc posłużenie się wężem miało wydźwięk polemiczno-religijny). Można go kojarzyć także z innymi stworami o podobnym statusie, pojawiającymi się w mitach i legendach, takimi jak smoki, różnego rodzaju hybrydy w rodzaju Minotaura. W wyobraźni ludzkiej ucieleśniają one wrogie człowiekowi siły, wywołując lęk. Na średniowiecznych malowidłach są one stałym komponentem przedstawień piekła.
JMS: W procesie kształtowania osobowości Lucyfera większą rolę odegrały apokryfy niż sama Biblia. Co takiego wniosły niekanoniczne ewangelie do niemal ‘kanonicznego’ wyobrażenia diabła?
RK: Rola apokryficznych ewangelii nie jest aż tak znacząca, jeśli idzie o kształtowanie się mitu Lucyfera. O wiele większą rolę odegrały apokryfy starotestamentowe, a zwłaszcza fragment I Księgi Henocha zwany Księgą Czuwających, która przedstawia dzieje upadłych aniołów, przy czym ich upadek jest akurat w tej księdze związany z pożądaniem do pięknych córek człowieczych. W innych apokryfach przyczyną upadku jest zazdrość o miłość Boga do ludzi oraz urażona duma spowodowana nakazem służenia ludziom. W Księdze Henocha pojawia się także Azazel, utożsamiony później z Lucyferem, anioł, który nauczył ludzi obróbki metalu i kamieni szlachetnych oraz sztuki upiększania, które doprowadziły ludzi do zepsucia. Miał też im zdradzić niebiańskie tajemnice. Imię Azazela pojawia się także w starotestamentowej Księdze Kapłańskiej. Biblia przedstawia go jako pustynnego demona, któremu Izraelici posyłali kozła ofiarnego obciążonego własnymi grzechami. Przypuszcza się, że był to jeden z impulsów w kształtowaniu się wizerunku diabła posiadającego cechy kozła.
Natomiast w przypadku apokryficznych ewangelii za najbardziej żywotny uznać by chyba należało wpływ Ewangelii Nikodema (V w.). Właśnie w niej znajdujemy nieznaną ewangeliom kanonicznym informację o zstąpieniu Chrystusa po śmierci do otchłani piekielnych, z których miał uwolnić wszystkich sprawiedliwych. Tekst apokryfu z pewnością dokumentuje starsze przekonania (zwrot „i zstąpił do piekieł” pojawia się wszak w starszym o wiek Składzie Apostolskim), nadając im formę wzorowaną na analogicznych opisach z literatury klasycznej. Wpływ tego tekstu był w dawnych wiekach ogromny, zwłaszcza w późnym średniowieczu, kiedy to np. dramat misteryjny przedstawiał pasję Chrystusa. Te inscenizacje trwały nieraz bardzo długo, nie odgrywano w nich niczego nowego, gdyż nie rozrywka była celem tego rodzaju sztuk. Scena z piekłem natomiast pozwalała na zaskoczenie widza rozwiązaniami technicznymi czy innymi pomysłami, które ożywiały nużące przedstawienie. W polskiej „Historyi o chwalebnym zmartwychwstaniu Pańskim”, zredagowanej przez Mikołaja z Wilkowiecka w XVI w., diabły przypominają na przykład pieniaczy szlacheckich, z którymi Chrystus zwyczajnie się kłóci. Musiało to trafiać do staropolskiej widowni.
JMS: Na czym polegał udział Ojców Kościoła w procesie kształtowania się diabelskiej legendy?
RK: Ma Pan Redaktor skłonność do zadawania pytań, które mogłyby stać się tematem co najmniej obszernych artykułów naukowych. Spróbuję odpowiedzieć najoględniej, uwzględniając rozwój poglądów na szatana. W Starym Testamencie tylko w jednym miejscu, dość drugorzędnym, szatan jest inspiratorem grzechu (1 Kron 21, 1). Jak już wspomniałem, dopiero w stosunkowo późnych apokryfach żydowskich zaczęto przeciwstawiać sobie Boga i szatana jako wrogów. Z kolei w Nowym Testamencie diabeł jest już nosicielem wszelkich wrogich Bogu cech, chociaż utrzymano tu jeszcze rozróżnienie między demonami a szatanem. U Ojców Kościoła obie siły zlewają się w jedno, świat zapełnia się kusicielami, którzy na każdym kroku czyhają, by doprowadzić człowieka do zguby. Rozwija się wtedy diabelska demonologia. Kto wie, czy pierwotnie nie był to wynik reakcji na gnostycki dualizm. Zwalczający go Ojcowie traktowali złego Demiurga jako szatana, lecz potępiając koncepcję sami jej nieco ulegali wyostrzając opozycję między siłami dobra i zła, a także opisując przejawy wrogiej aktywności tych drugich.
JMS: Lucyfer teologów stał się ludowym diabłem. Jaką rolę odgrywał diabłem w ludowej kulturze? Mówi się o figurze diabła w kontekście tzw. dydaktyki popularnej - czego uczono odwołując się do postaci diabła.
RK: Pyta Pan o dwa różne zagadnienia. Chyba każda kultura ludowa wytwarza na swój użytek system przekonań na temat rzeczywistości pozazmysłowej. Świat widzialny wyobraźnia ludowa dopełnia różnego rodzaju istotami, które oddziaływają na ten pierwszy. Istoty te mają różny status i kompetencje, można zwykle na nie wpływać za pomocą zabiegów magicznych. Pod wpływem chrześcijaństwa, którego ekspansja postępowała przecież etapami i nie mogła od razu wyrugować miejscowych przekonań, dochodziło do swoistej kontaminacji. Diabeł zastępował lokalne demony, lecz ta swoista substytucja nigdy nie była stuprocentowa – część starych przekonań była uzgadniana z demonologią chrześcijańską i funkcjonowała nadal. Jeszcze moja babcia opowiadała mi o duchu, który powoduje, że ludzie nie mogą nocą trafić do domu. Nie przeszkadzało jej to zresztą być szczerą katoliczką. Ten bogaty świat ludowej wyobraźni odkryła na przykład literatura romantyczna. Przypomnieć można chociażby niektóre, znane nam ze szkoły ballady Mickiewicza. Z wieków wcześniejszych świadectwem takiego zespolenia mogą być hejnały, tj. pieśni wykonywane o świcie. Eksponują one opozycje dzień – noc, światło – mrok. Dzień to czas, któremu patronuje Bóg i kiedy ludzie powinni być aktywni, noc to sfera niepokojącej ciemności, większej aktywności zła.
Rzecz jasna kultura ludowa przyjęła wiedzę o szatanie pod wpływem dydaktyki kościelnej, ale ta miała znacznie szerszy adres. W średniowiecznym kaznodziejstwie diabeł okazuje się częstym argumentem perswazyjnym, który pojawia się w bardzo różnych konsytuacjach. Bywa bohaterem utworów hagiograficznych i tzw. egzemplów, czyli przykładów, wykorzystywanych chętnie przez księży w celach budujących. Obnażają one mechanizmy działania szatana i uczą, jak należy się zachować w jakichś okolicznościach. Bardzo często diabeł stawał się częścią retoryki napominającej, która ostrzegała przed zgubą własnej duszy. Wszystko, co cielesne i sprawiające przyjemność – twierdzili kaznodzieje – to narzędzia szatana, który poprzez bodźce zmysłowe stara się odwieźć człowieka od myśli o Bogu i zbawieniu. To właśnie w tej koncepcji dydaktycznej kobieta stała się istotą diabelską, która swymi wdziękami rozbudza zmysły. Był taki czas, że za wynalazek szatana uważano na przykład taniec czy inne sfery aktywności, które z punktu widzenia Kościoła należało napiętnować. Wiele zależało też od inwencji mówcy. Do dydaktyki popularnej zaliczyłbym także przedstawienia plastyczne. Część z nich miała z pewnością wywoływać strach poprzez epatowanie grozą, niektóre jednak zachowują umiar. Przykładowo w traktatach Ars bene moriendi (Sztuki dobrej śmierci), które zaczęły powstawać w XV w., spotykamy ilustracje, przedstawiające umierającego na łożu śmierci. Przychodzą do niego diabły, które dysponują konkretnymi pokusami, mającymi pogrążyć duszę konającego. Są to tradycyjne koźlonogie stworki z rogami. Po każdej pokusie przychodzi anioł i napomina nieszczęśnika, dając również wskazówki, jakie czynności wykonać, by rozstać się z tym światem w sposób, który gwarantuje zbawienie (należało przyjąć sakramenty i sporządzić testament, by nie pozostawiać nieuregulowanych spraw). Nie ma tu grozy, lecz raczej racjonalizacja. Diabeł, owszem, jest, ale pojawia się również anioł, którego zadaniem jest pomóc człowiekowi.
JMS: Doba renesansu, kult wiedzy i racjonalne poszukiwanie prawdy, wolne od nauk kościoła zaowocowało również nowymi cechami Lucyfera. Kim jest diabeł renesansu?
RK: Studiując tę epokę, zdziwiłby się Pan, ile w niej szatana i czynników irracjonalnych. Jest to przecież okres dużej aktywności różnych magów czy astrologów. Ba, nawet ówczesna wiedza medyczna nie obywa się bez szatana, widząc w niektórych schorzeniach przejaw diabelskich mocy (podejrzewano o podatność na nie zwłaszcza ludzi usposobienia melancholicznego). Proszę pamiętać też, że jest to epoka reformacji i kontrreformacji, a obie strony zarzucały przeciwnikowi współpracę z diabłem. Bodajże Luter twierdził nawet, że rozmawiał z diabłem, zaczęto więc układać utwory, które przedstawiały taki dialog, przy czym w usta szatana wkładano cytaty z pism wielkiego protestanta. Oczywiście, zdarzają się wówczas myśliciele, którzy z rezerwą podchodzą do wiedzy na temat diabła, topografii zaświatów, świętych itp. Na przykład w twórczości Jana Kochanowskiego, mimo silnej wiary w Boga, nie spotkamy wypowiedzi na te tematy. Jedynie w Trenach pojawia się stwierdzenie, iż „nieznajomy wróg jakiś miesza ludzkie rzeczy”, co może świadczyć o agnostyckim dystansie do plastycznych konkretyzacji sił zła. Jakkolwiek Kochanowski nie był odosobniony, to gdy spojrzymy na renesans jako całość, w zakresie religijności społeczeństwa egzystuje wiele zjawisk, które uznać by można za typowo średniowieczne. Trochę w tym winy nauki socjalistycznej, która uczyniła z odrodzenia na siłę epokę na wskroś racjonalną, że wciąż pokutuje inna wizja tego okresu. Pod wpływem rozważań renesansowych filozofów zmienił się natomiast stosunek do życia doczesnego. Przestaje się patrzeć na nie jako domenę szatana i wartości pozornych, lecz zaczyna się doceniać różne sfery ludzkiej aktywności, które pozwalają zrealizować własne człowieczeństwo. Duża rola w tym procesie rzeczywiście przypadała rozumowi i poznaniu otaczającego świata. Ten ideał egzystencjalny bardziej kładzie nacisk na świadome dążenia człowieka niż na działanie sił zła, stąd może wrażenie, że diabeł znika, ale to przecież ideał elitarny. Weźmy jednak pod uwagę anonimową Historię o Doktorze Faustusie (poł. XVI w.). Główny bohater tej opowieści zawiera pakt z diabłem, by zwiększyć swą wiedzę o tym, co jest i co będzie. Jest to przecież krytyka nadmiernych apetytów poznawczych prowadzona ze stanowiska luterańskiego.
JMS: Diabeł to również częsty bohater literacki: ‘Lucyfer’ Joosta van den Vondel, ‘Kain’ Byrona, ‘Faust’ Goethego, ‘Mistrz i Małgorzata’ Bułhakowa. Z jakiś względów pisarze interesują się mrocznym bohaterem i czy wzbogacają jego charakter?
RK: Można by tę listę uzupełnić o co najmniej kilka utworów równie niebagatelnej rangi, że przypomnę chociażby „Doktora Faustusa” Marlowe’a, „Raj utracony” Miltona czy „Doktora Faustusa” Manna. Odzwierciedlają one pewną zmianę poglądów na postać szatana. Ze zwykłego buntownika staje się on buntownikiem filozofującym, który nie zgadza się na porządek ustanowiony przez Boga bez prawa weta ze strony uczestników tego porządku. Taka wizja Lucyfera narzuca się podczas lektury eposu Miltona. Jeszcze dalej poszedł Byron, który zespolił w przywołanym przez Pana dramacie temat szatana z pytaniem o kondycję człowieka w rzeczywistości stworzonej przez Boga. Oto Kain nie godzi się na złożenie hołdu Bogu, którego nigdy nie widział, ani na to, że musi znosić swój los (przeraża go zwłaszcza myśl o śmierci, której nikt jeszcze nie doświadczył), będący konsekwencją winy jego rodziców. On sam przecież nic złego nie uczynił. Gdy buntuje się przeciw tej sytuacji, pojawia się szatan, który obiecuje mu odpowiedź na nurtujące pytania, jeśli będzie oddawał mu cześć. Co więcej, obiecuje mu, że wiedza da Kainowi szczęście. Edukacja okazuje się nieskuteczna i Lucyfer nie dostaje, czego się spodziewał, lecz nie to jest w sztuce najważniejsze. Oto bunt szatana staje się niejako prototypem buntu człowieka, a wątpliwości wobec urządzenia świata przez Boga wydają się być dla Byrona stałą cechą człowieka, który domaga się odpowiedzi na pytania o przyczyny własnej kondycji. Wątek faustyczny, który był inspiracją dla autora dramatu, stał się także pożywką dla Tomasza Manna, któremu pakt z diabłem posłużył do postawienia diagnozy społecznej – czytelnik obserwuje bowiem, w jakich warunkach rozwijał się w Niemczech faszyzm w pierwszych dekadach XX w. Podobny cel jest widoczny w „Mistrzu i Małgorzacie” w odniesieniu do innego systemu, który miał przynieść ludziom powszechne szczęście. W powieści tej jednak diabeł to istota nader sympatyczna, która popada w zdumienie widząc to, co ludzie sami sobie uczynili. Można więc stwierdzić, że czasem szatan przestał być tylko ucieleśnieniem zła, ale zaczął bywać częścią refleksji na temat nas samych i rzeczywistości, w której żyjemy.
JMS: Mówiąc o diable w literaturze trudno nie wspomnieć o jego celuloidowej osobowości, np.: ‘Czarownice z Estwik’, ‘Adwokat diabła’, ‘Koniec dni’ i wiele innych. czy postać upadłego anioła wciąż ewoluuje, dojrzewa? czy możemy się spodziewać, że Lucyfer w przyszłości będzie bardziej zły, doskonały, wyrafinowany w swoich metodach, że będzie on bardziej nowoczesny - cyfrowy?
RK: No cóż, nie wiem, czy jako literaturoznawca zajmujący się dawnymi wiekami jestem kompetentny, by odpowiedzieć na te pytania. Myślę sobie jednak, że dopóki potoczne myślenie o rzeczywistości będzie się opierać na opozycji dobro – zło, dopóty ktoś te sfery będzie ucieleśniał, a odwołanie do tradycyjnych wyobrażeń na temat reprezentantów zła będzie wciąż jedną z możliwości. Nie sądzę jednak, by można było mówić o jakiejś dalszej ewolucji, lecz raczej o różnego rodzaju aplikacjach, podyktowanych typem grupy docelowej, celem filmu, aspiracjami intelektualnymi reżysera itp.
*Roman Krzywy (1971), dr, kierownik Zakładu Literatury i Kultury Epok Dawnych w Instytucie Literatury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się przede wszystkim życiem form literackich w literaturze dawnej, wpływem tradycji retorycznej na piśmiennictwo staropolskie, edytorstwem naukowym oraz kulturowymi kontekstami literatury. Opublikował książki poświęcone staropolskim relacjom z podróży oraz strukturze gatunkowej poematów Jana Kochanowskiego, kilka edycji krytycznych utworów z XVI i XVII w. oraz kilkadziesiąt artykułów w periodykach naukowych.



